Yirgacheffe, tym razem pod przelew
Yirgacheffe w południowej Etiopii to miejsce, gdzie zaczęła się historia kawy. Ziarno ze stacji Kochere, z wysokości ponad 2000 m n.p.m., ma w sobie herbacianą lekkość, miód i soczystą kwasowość. Pod ekspres palimy je tak, żeby w automacie było łagodne i spokojne. Pod przelew palimy je krócej, żeby drip pokazał wszystko, po co sięga się po Etiopię.
Dlaczego inne palenie?
Ekspres parzy pod ciśnieniem 9 barów przez pół minuty. Drip parzy bez ciśnienia przez trzy. To dwa różne zadania dla ziarna, więc palimy je inaczej. Kawę pod ekspres prowadzimy dłużej po pierwszym trzasku: ziarno robi się bardziej porowate i łatwiej oddaje smak pod ciśnieniem. Kawę pod przelew kończymy wcześniej: zostaje w niej więcej kwasowości, owocu i aromatu, które przelew pokazuje, a ciśnienie by zgniotło.
Dlatego Poranny Słowik pod przelew jest w dripie soczysty i czysty, a w automacie wyszedłby kwaśny i cienki. Do ekspresu mamy Porannego Słowika palonego pod ekspres: ta sama Etiopia, inne palenie.
Jak parzyć?
V60: 15 g kawy na 250 ml wody o temperaturze 92-94°C, mielenie średnie jak gruby cukier, bloom 30 sekund, całość w 2:30-3:00. Chemex: 30 g na 500 ml, mielenie nieco grubsze, 4:00-4:30. AeroPress: 15 g na 220 ml wody 88-90°C, 1:30-2:00. Czego się spodziewać: czarna herbata, miód, cytrusowa soczystość i czysty finisz bez goryczy.
Zacznij od tych proporcji i dostrój je do swojego młynka i wody. Jeśli kawa wychodzi kwaśno, zmiel drobniej albo podnieś temperaturę. Jeśli gorzko, zmiel grubiej.




